Wykorzystanie DITA w przykładowej publikacji

Jak wygląda książka w DITA?

Czasami trudno sobie wyobrazić przekształcenie czytelnego tekstu, jakim jest zwykły materiał źródłowy, do formatu bazy danych. Szczególnie takiej jak DITA, w której każda publikacja jest luźnym zbiorem fragmentów połączonych gumką. W tradycyjnej postaci, np. dokumentu Word, publikacja wraz z dobrodziejstwem inwentarza znajduje się w jednym, ułożonym pliku, którego końce odpowiadają końcom gotowej publikacji. W skład pliku wchodzi nie tylko tekst główny, ale też cała otoczka – przypisy, indeksy, komentarze czy śledzone zmiany. W zależności od wykorzystywanego oprogramowania na etapie składu plik jest wczytywany w całości lub kawałkach, ale do samego końca procesu produkcji (i z reguły również po jego zakończeniu) jedna publikacja to jeden kompletny plik.
Wyobraźmy sobie zestaw podręczników do języka niemieckiego dla piątej klasy szkoły podstawowej. W tradycyjnej bazie danych, jaką stanowi np. zestaw odpowiednio nazwanych dokumentów MS Word, każda publikacja będzie się znajdować w osobnym pliku. Znajdzie się tam zarówno podręcznik podstawowy, jak też rozszerzony, zeszyty ćwiczeń i poradnik dla nauczyciela. Osobno mogą powstać np. zestaw pytań czy testów do wykorzystania przez nauczyciela. Mamy zatem zestaw plików, w których treść częściowo się pokrywa, a częściowo jest odmienna (np. fragmenty podręcznika dla ucznia mogą znajdować się w poradniku dla nauczyciela). To, co łączy je wszystkie, to tematy, które omawiają. Niezależnie od tego, w jaki sposób treść zostanie ułożona i podzielona, i tak będzie to zestaw konkretnych lekcji, np. „Na poczcie” czy „Dworzec autobusowy”.

Tymczasem w DITA…

Istnieje tylko jedna publikacja i jest nią język niemiecki dla klasy piątej. W skład tej publikacji wchodzą wszystkie tematy, których kolejność prezentacji nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Fakt, że uczeń powinien poznać najpierw pocztę, a dopiero potem dworzec, niczego nie zmienia. Każdy z tych tematów zawiera komplet treści niezbędnych do jego omówienia pod każdym kątem i w każdym formacie. Treści te, dzięki zastosowaniu odpowiedniego otagowania, są kierowane do różnych eksportów. Celem każdego fragmentu jest nie tylko konkretny odbiorca (uczeń, nauczyciel), ale także format (druk, Internet).

Nie będzie zatem czterech rozdziałów „Na poczcie”, z których jeden będzie zawierał treści dla ucznia, drugi dla nauczyciela, kolejne do ebooka i strony internetowej. Będzie jeden, w którym będą przechowane wszystkie treści dotyczącego tego tematu, niezależnie od tego, do kogo i w jaki sposób mają w efekcie końcowym trafić.
Dzięki temu autor pracuje na całości materiału publikacji, a elementy, które mają trafić do wielu odbiorców lub formatów nie są kopiowane, tylko wielokrotnie eksportowane. To pozwala uniknąć sprawdzania spójności i powielania korekt. Upraszcza też na przykład pracę nad ćwiczeniami – w każdym ćwiczeniu można umieścić pytania, odpowiedzi, podpowiedzi czy odnośniki do materiałów źródłowych, a po prostu wykluczyć je z eksportu do formatów, które ich nie obsługują lub zmienić ich kolejność (np. w wersji drukowanej klucz odpowiedzi umieścić w całości na końcu książki).

Jak wspominaliśmy kolejność umieszczenia materiałów nie ma żadnego znaczenia. Filozofia ta nie kończy się na tematach, ale sięga znacznie głębiej. W obrębie danego tematu dotyczy np. numeracji przypisów, ilustracji, tabel, podpisów czy list numerowanych. Wszystkie te elementy są układane i numerowane dopiero na etapie eksportu. Dzięki temu można dowolnie przerzucać elementy w obrębie tematów i zamieniać tematy miejscami bez uszkadzania struktury i stosowania zaawansowanych algorytmów utrzymujących spójność w obrębie publikacji i samej bazy danych. Można też dodawać i zmieniać elementy na etapie składu, bo w ostatecznym rozrachunku do bazy każdy temat jest wczytywany osobno.

To gdzie jest moja książka?

Tak naprawdę o tym, czy dany zestaw elementów wyeksportowanych z bazy jest książką czy nie, decyduje mapa. Mapy to nic innego jak pliki kontrolne, które zawierają wszystkie tematy, na które składa się dany zbiór oraz kolejność, w jakiej te tematy powinny się w nim znaleźć. Definiuje również szereg innych zasad eksportu, na przykład dla jakiego czytelnika dany zbiór jest przeznaczony, czy też jaki jest format wyjściowy zbioru określonego daną mapą. Eksporter otrzymuje zestaw warunków, które realizuje przeszukując bazę danych w poszukiwaniu elementów, z których złoży zbiór końcowy.

Gotowe, składowe tematy są cięte na fragmenty według definicji poszczególnych tagów i układane w jeden posegregowany zbiór. Na przykład tytuł trafia do każdego formatu i każdego odbiorcy, podobnie jak krótki opis tematu. Ramka z przykładami trafi tylko do ucznia, zarówno w wersji papierowej, jak też elektronicznej, ale wskazówka już tylko do papierowej. Każdy kolejny tag jest analizowany pod kątem atrybutów i, jeśli spełnia warunki określone w mapie, jest kopiowany do zbioru wyjściowego.

Eksporter zbiera wszystkie materiały z bazy danych, które odpowiadają wzorcowi mapy, po czym wykonuje na nich szereg operacji w zależności od formatu końcowego. Jeśli będzie to np. zbiór eksportowany do formatu EPUB, to przypisy są numerowane i linkowane dwustronnie, zgrywany jest plik CSS, okładka, komplet ilustracji i fontów, po czym całość jest łączona w plik wyjściowe archiwum. Jeśli ma to być np. MOBI, to eksporter wysyła odpowiednie zapytanie do aplikacji kindlegen, z której otrzymuje gotowy plik. Jeśli plikiem wyjściowym jest plik .docx, to zestaw czynności jest nieco inny – przypisów nie trzeba numerować, bo Word robi to sam, za to wszystkie tagi są konwertowane na style Worda, dzięki czemu można je potem automatycznie zmapować na odpowiednie style np. w InDesign.

Trudna ta DITA?

DITA to zestaw porad, procedur, zwyczajów i narzędzi organizujących proces produkcji w wydawnictwie. Każdy z tych elementów można wdrażać w mniej lub bardziej skomplikowanej postaci wraz z innymi lub pojedynczo. Niezależnie od tego, czy dane będą przechowywane jako pliki XML w katalogach na dysku sieciowym, czy w zaawansowanej bazie danych, DITA pozwala usprawnić wiele procesów. Do ich obsługi można wykorzystać nawet darmowe narzędzia dostarczane przez DITA for publishers (D4P), które może nie grzeszą ergonomią, ale oferują dostęp do praktycznie wszystkich zaawansowanych funkcji.

Oczywiście wygodniejszą i pewniejszą funkcją jest zakup lub stworzenie oprogramowania dopasowanego do potrzeb konkretnego wydawnictwa i upraszczającego wykorzystanie możliwości DITA. Może to być oprogramowanie w całości autorskie lub po prostu automatyzujące funkcje dostępne w standardzie D4P.
Niezależnie od możliwości finansowych danego wydawnictwa, warto się z DITA zapoznać i nawet jeśli wdrożenie pozostaje gdzieś daleko poza horyzontem, to można już zacząć procesować bieżące projekty w taki sposób, żeby kiedyś można było je bez komplikacji umieścić w bazie danych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *