Zapomniany brat InDesign

Zdecydowana większość użytkowników oprogramowania Adobe kojarzy proces tworzenia publikacji wyłącznie z InDesign. Nie jest to jednak jedyny program ze stajni tego producenta. Logika wskazywałaby, że z biegiem czasu podobne programy o takim samym zastosowaniu powinny zlać się w jeden produkt, jednak z jakiegoś powodu Adobe nie tylko nie pozbył się FrameMakera, ale aktywnie go rozwija niezależnie od InDesign. Istnieje po temu szereg powodów i przywiązanie do nazwy nie jest jednym z nich.

Po studencku

Znaną taktyką Adobe było studenckie „ZZZ”, czyli Zakupić, Zakopać, Zapomnieć. Przez kilkanaście lat Adobe przetrzebił rynek  wykupując konkurencyjne firmy i rozwiązania tylko po to, by w krótkim czasie włączyć ich kluczowe elementy do jednego ze swoich produktów i zaprzestać wspierania oryginału. W 2001 roku, po zakupie Flame Technology Corporation, pojawiły się słuchy, że podobny los spotka FrameMakera. Tak się jednak nie stało, a Adobe regularnie wprowadzał na rynek nowe wersje aż do FrameMakera 2019, który pojawił się we wrześniu 2018 roku.

Powodów takiego stanu rzeczy może być wiele, wystarczy zwrócić uwagę, że w 1995 roku, kiedy FTC zostało przejęte przez Adobe, FrameMaker był najpopularniejszym i uważanym za najlepsze rozwiązaniem stosowanym przez przemysł, w szczególności koncerny medyczne, producentów samochodów, samolotów czy statków kosmicznych. Z biegiem lat InDesign stawało się coraz bardziej jak FrameMaker, a FrameMaker coraz bardziej jak InDesign, ale Adobe nigdy nie zrezygnował z żadnego z nich. Do dzisiaj mają odmienną charakterystykę i narzędzia dostosowane do innych rodzajów publikacji.

Co to jest FrameMaker?

Jest to oprogramowanie stworzone pierwotnie do pracy z treścią strukturyzowaną. Poprzez treść strukturyzowaną należy rozumieć dokumenty oparte na SGML, XML lub po prostu stylach. Ten ostatni element jest kluczowy, ponieważ FM zazębia się tutaj z powszechnie wykorzystywanym InDesign. Powodem dla którego oba standardy funkcjonują niezależnie od siebie jest to, że w założeniu Adobe oba programy miały być wyspecjalizowane w produkcji konkretnych rodzajów publikacji. Jak to z pięknymi założeniami bywa, tak też i to nie przełożyło się wprost na zachowanie użytkowników.

W idealnym świecie Adobe InDesign miał służyć do tworzenia skomplikowanych, bogatych w materiał ilustracyjny i style publikacji, np. albumów, podręczników czy materiałów reklamowych. FrameMaker miał być narzędziem znacznie bliżej ziemi, czyli materiałów technicznych, instrukcji, dokumentacji i książek. Jak wiadomo nie żyjemy jednak w idealnym świecie i najczęściej wykorzystywanym narzędziem, niezależnie od rodzaju publikacji (przynajmniej na rynku polskim) pozostaje InDesign. Spór o to, który z nich jest lepszy pozostaje otwarty do dzisiaj, ale chyba najlepiej ujął to David Blatner pisząc, że lepszy jest ten, za pracę w którym płaci zleceniodawca.

Kluczowe różnice

Oba programy powstały z myślą o różnych rodzajach publikacji, dlatego posiadają nieco odmienne narzędzia i podejście do rozwiązywania niektórych problemów. Na przykład opcje tworzenia żywych pagin, które z reguły w książkach i dokumentacji technicznej występują w znacznie bardziej skomplikowanej formie, są o wiele bardziej rozbudowane w FrameMakerze. FrameMaker pozwala nie tylko na tworzenie wieloliniowych żywych pagin, ale też umożliwia wykorzystanie różnych stylów do generowania ich poszczególnych elementów. Posiada też znacznie bardziej rozbudowany system tworzenia spisów treści, list i indeksów i obsługę importowania komentarzy z PDF. Umożliwia też pracę z językami znakowanymi jak XML czy SGML i jest kompatybilny z RoboHelp oraz DITA.

FrameMaker może pełnić dwie rozdzielne funkcje – z jednej strony jest bardzo dobrym, szybkim i stosunkowo prostym narzędziem tworzenia prostych pod względem wizualnym publikacji papierowych i elektronicznych, na przykład dokumentacji, instrukcji obsługi, książek naukowych czy prozy. Z drugiej strony oferuje szerokie możliwości autorom, w szczególności tworzącym treść do tego typu publikacji.

W Archiwum jak w Banku

Wiele wydawnictw przykłada dużą rolę do oprogramowania, w którym przygotowywane są ich treści. Jest to taktyka ze wszech miar słuszna – materiały w archiwum stanowią kluczową wartość wydawnictwa, a możliwość ich ponownego wykorzystania do nowych wydań, edycji czy kompilacji jest coraz ważniejsza na digitalizującym się rynku wydawniczym. Adobe jest złotym standardem na rynku od wielu lat, dlatego z reguły to ich rozwiązania są stosowane. Warto jednak wiedzieć, że wybór ten nie powinien automatycznie oznaczać InDesign – FrameMaker może być o wiele bardziej efektywny i skuteczny w wielu projektach, na przykład tych, które wykorzystują języki znakowane, takie jak XML.

Z wprowadzeniem obsługi XML do InDesign wiąże się, od lat powtarzana w środowisku, zabawna historia. W generalnym ujęciu tę funkcjonalność w InDesign uważa się za największą porażkę w historii tego programu, o ile jeśli nie Adobe w ogóle. Wprowadzenie materiałów zapisanych w XML do InDesign jest gotową receptą na katastrofę, o czym mieliśmy okazję osobiście przekonać się wielokrotnie. Powód, dla którego InDesign zostało w ogóle uzbrojone w XML, ma wydźwięk typowej walki konkurencyjnej. W czasach, kiedy głównym konkurentem InDesign był Quark, producenci Quarka zatrudniali ludzi, by przychodzili na prezentacje Adobe InDesign i głośno pytali czy InDesign obsługuje XML, bo Quark już tak. I tak właśnie podobno InDesign został uzbrojony w obsługę XML.

Ujednolicenie archiwum w taki sposób, żeby wykorzystywało rozwiązania jednego dostawcy ma swoje zasadnicze zalety, ale nie ma konieczności ograniczenia się do jednego programu. W końcu skoro materiał ilustracyjny może wykorzystywać zarówno Illustratora jak i Photoshopa, to materiały do druku też mogą wykorzystywać dwa programy tego samego producenta.

Praktyczne wykorzystanie FrameMakera

W praktyce FrameMaker stanowi lepsze i bogatsze w niezbędne opcje narzędzie do produkcji publikacji składających się w zdecydowanej większości z tekstu, którego makieta nie różni się zasadniczo pomiędzy poszczególnymi stronami. Jest lepsze od InDesign w produkcji takich publikacji jak prace naukowe, proza, instrukcje czy dowolne inne o podobnej charakterystyce w zakresie reprezentacji graficznej. FrameMaker na pewno nie zastąpi InDesign w produkcji skomplikowanych graficznie pozycji bogatych grafikę i zmieniające się wzorce poszczególnych stron. Podobnie jak Photoshop nie zastąpi Illustratora w pracy nad ilustracjami wektorowymi, a Illustrator Photoshopa w pracy nad rastrami, tak FrameMaker ma zdecydowaną przewagę nad InDesign w produkcji publikacji technicznych i naukowych, a InDesign nad FrameMakerem w produkcji publikacji graficznych. Uważamy, że warto się przyjrzeć obu rozwiązaniom i rozważyć wykorzystanie FrameMakera tam, gdzie ma zdecydowaną przewagę nad InDesign. A już na pewno InDesign nie jest dla niego konkurencją w obsłudze publikacji zawierających metadane i w automatyzacji procesu przetwarzania tekstu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *